my-magic-worldblog.pl
2006-05-25 22:47:12
miłosć Boga
W szkole średniej katecheta zadał uczniom zadanie domowe na temat: "Jak wyobrażam sobie Pana Boga?"

W tekstach młodych ludzi znalazło się wiele powielanych zwrotów ale też i niemało oryginalnych myśli. Pewien chłopiec napisał takie zadanie:

"Pana Boga wyobrażam sobie jako osobę a mianowicie jako kogoś, kto potrafi stworzyć pięć miliardów ludzi i do tego kochać ich tak, jakby każdy z nich byt jego jedynakiem."



Agape
skomentuj (7)
2006-05-25 22:46:34
wyścig miłości
- U... u... u... u... u...

- Cicho dziecko, czego płaczesz? – Zapytał młody ksiądz proboszcz maleńkiej trzyletniej dziewczynki wiejskiej, która założywszy brudnymi piąstkami oczka, zanosiła się od płaczu…- Cicho, nie płacz już… powiedz, kto ci krzywdę zrobił?... Masz obrazek, widzisz jaki ładny…

Lecz dziecko nie spojrzało nawet na śliczny obrazek i dalej łkało żałośnie. Ledwie wydobył z niej ksiądz krótką odpowiedź:

- Teleska… Teleska…

- Jaka Teleska? No, powiedz… Zbiła cię?... No, powiedz, dziecko…

Małą wstrząsnął spazmatyczny płacz i nie dała się utulić. Tymczasem zbiegły się dzieci i ze czcią witały swojego proboszcza, całując wychudłą dłoń kapłańską.

- Dzieci, powiedzcie mi, dlaczego ta mała płacze?

- No... no... bo…bo… jej Teleskę chłopaki zabrali…

- A kto to jest ta Teleska? – Czy siostrzyczka?

- I… i… i… nie… To nieżywa lalka, co jej dała stara Antoniowa, jak jej Małgosia pomarła…

- Więc dlaczego wzięliście dziecku tę lalkę?

- To nie my, to Wawrzak te lalkę porwał

- A to nieładnie, idźcie, powiedzcie mu, żeby tę lalkę oddał

Chłopcom nie trzeba było tego dwa razy mówić. Puścili się pędem drogi, zostawiając za sobą tumany kurzu. Za chwilę w triumfie prowadzili Wawrzaka, trzymając go, gdzie kto mógł. Winowajca szedł ze zwieszoną głową, a w ręce trzymał niedbale za jedną nogę nieszczęsną lalkę.

- Chłopcze, oddaj tę lalkę małej i nie rób tego więcej. Widzisz, jak płacze…

Chłopak czerwony jak wiśnia milczeniem uznał swą winę. Gdy lalka znalazła się w objęciach małej właścicielki, ta tuliła swa Tereskę do serca i okrawała pocałunkami. Uśmiechnął się kapłan widząc ten drogocenny skarb dziecka. Lalka uszyta była z gałganów, wypchana piaskiem. Na okrągłej jak makówka główce namalowane były atramentem nos, oczy, usta, a cały strój lalki stanowiła czerwona sukienka uszyta z jakiejś starej szmaty. Dla małej jednak poza tą lalką nic piękniejszego istnieć nie mogło. Ze swą Teleską spała, jadła, rozmawiała cały dzień, nie rozstając się z nią ani na chwilę.

Od dzieci dowiedział się ksiądz, że dziecko to „taki znajdek wojenny”. Znaleziono ją w rowie przydrożnym, którym jak rzeką płynęły fale uciekinierów. Niemcy siekli z samolotów uciekającą ludność cywilną. Dużo ludzi było zabitych, a może w ich liczbie i rodzice dziewczynki, która o sobie nic powiedzieć nie umiała poza tym, że nazywa się Mańka. Wzięła ją na wychowanie stara, biedna komornica, ale że stara, to i niedopatrzy dziecka. A teraz leży chora, a Mańka całymi dniami bawi się ze swą Teleską w piasku przydrożnym. Ludzie z litości nakarmią czasem… a czasem i zapomną…, a dziecko ciche, nie skarży się. To i Bóg tylko w niebie wie, że często głodne i spragnione.

Kapłan popatrzył na dziecko i westchnął, a obdzieliwszy dzieci obrazkami, wrócił smutny na plebanię. Tymczasem stara gospodyni zaczęła się troskliwie dopytywać, co jegomości jest, że taki markotny? Opowiedział więc jej swoje spotkanie z Mańką.

Po krótkiej wymianie zdań gospodyni zadecydowała:

- Mańkę trzeba wziąć na plebanię, bo inaczej umarnieje się niebożątko.

Na drugi dzień znalazła się Mańka z nieodłączną Teleską na plebani. Mimo wielkiego zaniedbania w wychowaniu, mała była bystra, nad wiek rozwinięta i przejawiała dziwną inteligencję.

Ksiądz proboszcz z gospodynią uradzili, że będą ją nazywać Marylką. Mańce jednak się to nie podobało. Ile razy słyszała wołanie „Marylko”, poprawiała zaraz cichutko „Mańka”. To imię Mańka było jej, tak piękne, prawdziwe – jej. Marylka zaś do niej nie pasowało, takie było jakby obce. I choć dziecko nie umiało tego wytłumaczyć, to jednak tak, jak swoją Teleskę kochała, kochała też i to imię Mańka. Głęboko w duszy była zawsze Mańką.

Pod opieką poczciwej gospodyni dziecko czuło się jak w niebie. I spać było ciepło, i jedzenia dużo i dobrego, a znalazły się też i sukienki w groszki i kwiatuszki. A najważniejsze to, że odnalazła ciepło rodzinne. Gosposia była dobra, opiekowała się nią jak matka, a ksiądz proboszcz często kładł na płowej główce dziewczynki dłoń i z czułością kreślił na niej krzyżyk. Czasem opowiadał o Dzieciątku Jezus, jak kocha małe dzieci. Najczęściej prowadził małą do kościoła przed Tabernakulum i tłumaczył, że w tym złotym domku mieszka sam Pan Jezus i często wychodzi zeń do ludzi, których bardzo kocha. Marylka słuchała tych słów jak oczarowana, z oczkami wlepionymi w małe drzwiczki w oczekiwaniu, że może Jezusek je uchyli i wówczas Go zobaczy. Kochała już teraz Jezuska i wiedziała, że jest dobry i pragnie, by Mu składać ofiarni, że On je schowa, żeby nie zginęły, a później kiedyś pokaże wszystkim dzieciom bożym, gdzie wszyscy wspólnie będą się z tego cieszyli. Wiedziała już, co to są ofiarni. Często na stopniach ołtarza kościelny znajdował to cukierek, to jabłuszko, to jakiś smaczny pierożek z obiadu… a skąd to się tam brało, to wiedział tylko Pan Jezus i Marylka.

Tak upłynęło kilka miesięcy. Marylka była jakby zahipnotyzowana przez Jezuska. Jak śnieżnej białości kwiatuszek rosła w cieniu złotego domku. A ksiądz proboszcz, który już dawno swoje serce zamknął w Tabernakulum dla Boskiego Więźnia, wszystkie wolne godziny spędzał w kościele w miejscu najmniej widocznym dla ludzi, skąd jednak dobrze widać było Sanctissimum.



Pewnego razu, gdy jak zwykle w swoim ukryciu zatopiony w modlitwie przesuwał paciorki różańca, usłyszał cichy tupot nóżek Marylki, która upewniwszy się, że jest sama, prosto poszła do wielkiego ołtarza. Pochyliła się na stopniach ołtarza tak, jak to zwykle czyniła gospodyni, a chwytając szlak obrusa, wspięła się na paluszki i kładąc na ołtarzu swój najdroższy skarb – Teleskę, zawołała głośno, aby Jezusek usłyszał przez drzwiczki:

- Jezusku, to ja, Mańka… masz Teleskę… zabierz ją do swojego domku.

W głosie dziecka drżało stłumione łkanie wskutek rozstania z ukochaną lalką. Dziecko jeszcze chwilę zostało, a później cichutko ukryło się za filarem, zza którego co chwilę wysuwał się zadarty ciekawy nosek i załzawione oczka chcące zobaczyć, czy Jezusek zabrał Teleskę, czy też nie. Po jakiejś godzinie takiego oczekiwania, przykucnęła Marylka zmęczona… nie wiadomo, kiedy, Oczki zaczęły się kleić. Usnęła.

Wówczas ksiądz proboszcz cicho, bez szelestu podszedł do ołtarza i drżąc ze wzruszenia zabrał lalkę. Ledwie powrócił do swego ukrycia, małą obudziła się i wyjrzała zza filara – lalki już nie było. Pędem wybiegła z kościoła, żeby Jezusek nie spostrzegł, że płacze.

Tego dnia wieczorem, ksiądz proboszcz starannie owijał w bibułkę Tereskę i na wierzchu napisał: „oto największa ofiara złożona z miłości do Jezusa, jaką mogłem spotkać w życiu”. Otworzył szkatułkę, gdzie przechowywał wszystkie swoje pamiątki, włożył w nią lalkę, a zamknąwszy na klucz, poszedł przed Tabernakulum na swe wieczorne sam na sam z Panem Jezusem. Klęczał dużo dłużej niż zwykle rozmyślając, że u Boga nie ma różnicy między starcem a dzieckiem. W chwale niebieskiej dzieci biorą zarówno udział ze starszymi w wiekuistej szczęśliwości, bo u Tego, którego imię jest Miłość, jest tylko jedna miara serc i dusz – miara miłości. Późno już było, gdy wracał na odpoczynek. Przed położeniem się, zaszedł do pokoiku, gdzie spała Marylka i pochylił się nad jej łóżeczkiem.

Dziecko wtuliło się w poduszkę i cichutko płakało, żeby nawet dobry Jezus nie słyszał. Ani ksiądz proboszcz, ani gosposia nie zapytali Marylki, gdzie Teleska. Dziewczynka tylko na każdej Mszy św., na którą prowadziła ją zacna staruszka, podczas Komunii św. wiernych, gdy kapłan otwierał Tabernakulum, patrzyła bijącym sercem w głąb Domku Świętego, czy nie ujrzy Teleski… ale w Domku było ciemno i nic widać nie było…





Minął rok, ranek był ciepły i pogodny. Woń kwiatów majowych syciła powietrze i wznosiła się wysoko, wysoko aż do tronu Stwórcy, opadając do Jego stóp w mgle chwały od tej naszej małej, polskiej ziemi. Na plebani dziś święto – Pierwsza Komunia Święta w parafii, również małej Marylki.

Promienna jakimś dziwnym spokojem w białej, długiej sukience, w weloniku na głowie wyglądała jak obłoczek, który lada powiew wiatru nieść się może hen w rajskie przestworza. Proboszcz wzruszonym wzrokiem ogarnął to maleństwo w porównaniu do innych dzieci i myślał o chwili spotkania tych dwóch serc. Serca Jezusa i serca Marylki.

- Dziecko drogie, co dasz Jezuskowi, gdy w Komunii Św. przyjdzie do Ciebie? – Zapytał z dobrocią.

- … Dam mu serduszko… niech zabierze je… jak zabrał Teleskę – dodała cichutko.

W tych prostych słowach dziecka kryła się taka wielka ofiara, takie bezgraniczne oddanie, że kapłan więcej już nie pytał. Wiedział bowiem to, czego Marylka nie wiedziała – że serduszko jej już dawno w swych dłoniach trzymał Boski Więzień Miłości.



Msza Święta

Dziecko zatonęło w uczuciu oczekiwania czegoś wielkiego. Wszystko dlań zniknęło… Był tylko Jezusek i ona. Tak bardzo maleńka… Uczucie szczęścia jak morze wzbierało w tym maleńkim serduszku, że już nie potrafiło powiązać słów codziennego paciorka. Otworzyły się drzwiczki Złotego Domku, z którego wyszedł Pan Jezus… Już nie tylko do innych ludzi i dorosłych już dzieci – ale do niej, takiej małej, maleńkiej… do Mańki. Maleńkie, kochające serduszko dziecka znikało w płonącym Sercu Jezusa.

Wieczorem, jak zwykle każdego dnia, przyszła Marylka do księdza, by powiedzieć, co złego i co dobrego uczyniła w ciągu dnia, a także ucałować mu obie ręce na dobranoc. Podniosła ku niemu swe śliczne oczęta i z promiennym uśmiechem rzekła:

- Mańka nie ma już serduszka…

Kapłan przytulił jej główkę do serca i odpowiedział:

- I ja także już nie mam swego serca – zabrał je Pan Jezus.

To było jego pierwsze zwierzenie do dziecka. Zwierzył się nie uczonym teologom, ani głośnemu kierownikowi dusz. Nie, wypowiedział się dziecku, które go najlepiej rozumiało, dziecku, które szło ku Bogu równym z nim krokiem… a może go wyprzedzało?... Tak, Jezus w Tabernakulum trzymał w swych Boskich dłoniach wielkie serce kapłana i małe serce dziecka.

Zaczęło się współzawodnictwo – wyścig miłości między czteroletnim dzieckiem a kapłanem. Codzienne zwierzenia dziecka wieczorem, choć tak bardzo proste i nieudolne w podziw wprowadzały kapłana… Jakże widoczne było działanie łaski.



Pewnego razu powiedział do dziewczynki:

- Marylko, słuchaj. Pan Jezus zabierze najpierw do siebie tego, kto więcej będzie Go kochał. Jeżeli ja będę więcej miłował Jezuska, to ja pierwszy umrę, a jeżeli ty więcej ode mnie Go kochasz, to ty pierwsza pójdziesz do nieba. Kochaj więc mocno, a zobaczymy, kto goręcej kocha.

Marylka zamyśliła się i po chwili poważnie powiedziała:

- Może ja?

Upłynęło kilka tygodni. Kapłan zachęcał i pouczał dziecko przystępnie jak może coraz bardziej miłować Jezuska. A miłość ofiarna dziecka była bodźcem dla sługi ołtarza.

Pewnego dnia Marylka skaleczyła sobie paluszek i zabrudziła go. Kiedy po kilku godzinach spostrzeżono to, dziecko już miało rękę spuchniętą… paluszek zaczął czernieć, a termometr wskazywał 40 stopni z kreskami. Kilka kilometrów od plebani znajdował się niemiecki szpital wojskowy. Zawieziono tam małą. Rączka była już prawie czarna – gangrena. Może życie da się uratować, lecz rączkę trzeba odjąć.

Zapytano dziecko, czy pozwoli sobie odjąć rączkę, by uratować jej życie. Skinęła głową. Ostrzeżono małą, że będzie ją bardzo boleć. Uśmiech był jedyną odpowiedzią. Amputowano rączkę. Marylka prosiła, aby położono ją obok niej…

Kiedy pozwolono księdzu zobaczyć małą, leżała bledziutka jak biały płatek lilii. Rysy zdradzały ogromne cierpienie. Kapłan nachylił się nad nią. Wówczas usłyszał jak zmienionym od bólu głosem rzekła:

- Ujęta rączka Mańki… to dla Jezuska…

- Dobrze dziecko, zaniosę ją do kościółka i położę przed Tabernakulum. Powiem, że to dla Niego z miłości…

Skinęła główką. Przed Tabernakulum na ołtarzu, na bogato haftowanym obrusie złożył kapłan uciętą rączkę dziecka, a z tą rączką jego przeogromną miłość. Noc była ciężka. Ból okropny wstrząsał ciałem Marylki. Leżała bez skargi… przybita do krzyża… Od czasu do czasu tylko krótki jęk:

- Jezusku, mój Jezusku…

Amputacja rączki życia nie ocaliła. Gorączka nasilała się. Lekarze nie dawali żadnej nadziei. Ksiądz proboszcz nie odchodził od dziecka. Naraz Marylka podniosła rozpaloną główkę i wymownym wzrokiem wskazała, że chce coś powiedzieć.

- Czego chcesz moje dziecko – zapytał ksiądz pochylony nad chorą.

Po chwili usłyszał szept:

- Ja pielwsza…

Uśmiechnęła się przy tym i straciła przytomność. Zrywała się, chciała biec do Jezuska, bo zdawało się jej, że przyszedł… Stał i pokazywał jej Tereskę. Mówiła mu o swoim serduszku, że go już nie ma, o uciętej rączce i o księdzu… żeby i ksiądz też a nią pierwszy poszedł do nieba… Naraz zamilkła. Wpatrzyła się w jakąś wizję świetlną, uśmiechnęła się słodko, główka przechyliła się na bok… i … wyścig skończony… Marylka poszła do Jezuska „p i e l w s z a”…

Po kilku godzinach przyszło po księdza gestapo. Zabrali go na posterunek – szedł spokojnie. Po dłuższej chwili na cmentarzu grzebalnym rozległa się salwa strzałów. Maleńkie serduszko dziecka tylko o kilka godzin wyprzedziło serce kapłana w swym biegu do mety ustawionej na progu wieczności…



Agape
skomentuj (7)
2006-05-25 21:50:30
trzej synowie
Trzy kobiety szły do studni, aby zaczerpnąć z niej wody. Na kamiennej ławce, w pobliżu fontanny, siedział starszy człowiek i przysłuchiwał się ich rozmowom. Każda z kobiet wychwalała swojego syna.

- Mój syn - mówiła pierwsza - jest tak zwinny i bystry, że nikt nie jest w stanie mu dorównać.

- Mój syn - mówiła druga - śpiewa jak słowik. Nie ma nikogo na świecie, kto mógłby poszczycić się tak pięknym głosem, jak ona.

- A ty, co powiesz o swoim synu? - zapytały trzecią kobietę, która nic nie mówiła.

- Sama nie wiem, czy mogę powiedzieć coś niezwykłego o moim dziecku - odpowiedziała tamta. Jest dobrym chłopcem, tak jak wielu innych. Nie robi jednak nic specjalnego...



Kiedy dzbany były już pełne, kobiety skierowały się w stronę domu. Podążył za nimi również starzec. Naczynia były ciężkie i ramiona kobiet uginały się od wysiłku. W pewnym momencie zatrzymały się, aby móc trochę odpocząć. Podbiegło wtedy do nich trzech młodzieńców. Pierwszy rozpoczął natychmiast jakieś widowisko: oparł dłonie na ziemi i zaczął wywijać koziołki, wierzgając nogami w górze, a potem zaczął wykonywać salta. Kobiety przyglądały mu się z zachwytem:

- Ach, jaki zręczny!

Drugi chłopiec zaraz zaintonował jakąś piosenkę. Głos miał tak piękny, jak słowik! Kobiety przysłuchiwały mu się ze wzruszeniem w oczach:

- Ach, cóż to m anioł!

Trzeci z chłopców podszedł w stronę matki, zarzucił na siebie ciężką amforę i zaczął ją dźwigać przy jej boku. Wtedy kobiety zwróciły się do starca:

- Co powiesz o naszych synach?

- O synach? - zawołał ze zdziwieniem starzec.

Widziałem tylko jednego!
skomentuj (3)
2006-05-25 20:17:59
dzieci pająka
Kiedy tylko cała rodzina przybyła do swego letniego domu położonego w górach, mama czteroletniego Marka natychmiast wydała wojnę pająkom, które wszędzie rozsnuły swe pajęczyny.
- Nie zabijaj małych pająków - zawołał Marek.
- A nie widzisz, jakie są brzydkie? - odparła mama.
- Ale dla swoich mam są najpiękniejsze!


Agape
skomentuj (0)
2006-05-25 20:15:24
wypadek
Młoda kobieta wracała do domu z pracy samochodem. Jechała bardzo ostrożnie, gdyż auto było nowiutkie, wczoraj odebrane i opłacone z oszczędności męża, który z wielu rzeczy zrezygnował, by móc kupić właśnie ten model. Na bardzo zatoczonym skrzyżowaniu kobieta zawahała się przez moment i to wystarczyło, by uderzyła zderzakiem w tył innego samochodu. Wybuchła płaczem. Jak będzie mogła wytłumaczyć tę szkodę mężowi? Kierowca drugiego auta był wyrozumiały, ale wytłumaczył jej, że muszą wymienić sobie numery prawa jazdy i inne dane. Kobieta szukała dokumentów w plastikowej torbie. Wypadł z niej kawałek papieru. Zdecydowanym charakterem pisma napisane były te słowa: "Gdy zdarzy się wypadek... pamiętaj skarbie, że ja kocham ciebie, a nie auto!".

Powinniśmy o tym zawsze pamiętać. To ludzie są najważniejsi, a nie przedmioty. Ileż to czynimy dla przedmiotów, aut, domów, organizacji, materialnej wydajności! Gdybyśmy poświęcali takie sam czas i taką samą uwagę osobom, świat byłby inny. Powinniśmy znaleźć czas na słuchanie , na patrzenie sobie w oczy na wspólny płacz, na dodawanie sobie otuchy, na śmiech, spacer... tylko to zabierzemy przed oblicze Boga. Nas i naszą umiejętność kochania. Nie rzeczy, nie ubrania, ani nie to ciało...
Pewien tatuś i jego synek szli pod cieniami miejskiej ulicy, przy której znajdowały się sklepy i wielkie magazyny. Tatuś niósł torbę pełną paczek i sapał ze złości mówiąc do dziecka: "Kupiłem ci czerwony kombinezon, kupiłem ci robota, kupiłem ci zestaw piłkarzy... Co jeszcze mam ci kupić?". "Weź mnie za rękę" - odpowiedziało dziecko.




Agape
skomentuj (3)
2006-05-25 20:14:01
rozgwiazdy
Straszliwa burza rozszalała się na morzu. Ostre podmuchy lodowatego wiatru przeszywały wodę i unosiły w olbrzymich falach, które spadały na plażę, niczym uderzenia młota mechanicznego. Jak stalowe lemiesze orały dno morskie, wyrzucając z niego na dziesiątki metrów od brzegu małe zwierzątka, skorupiaki, małe mięczaki.
Gdy burza minęła, tak gwałtownie jak przyszła, woda uspokoiła się i cofnęła. Teraz plaża była pokryta błotem, w którym zwijały się w agonii tysiące, tysiące rozgwiazd. Było ich tyle, że plaża wydawała się być zabarwiona na różowo.
Zjawisko to przyciągnęło wielu ludzi ze wszystkich stron wybrzeża. Przyjechały nawet ekipy telewizyjne, aby sfilmować to dziwne zjawisko.
Rozgwiazdy były prawie nieruchome. Umierały.
Wśród tłumu stało również dziecko, trzymane za rękę przez ojca. Oczyma zasmuconymi wpatrywało się w małe rozgwiazdy. Wszyscy na nie patrzyli, ale nic nie robili.
Nagle dziecko puściło rękę ojca, zdjęło buciki i skarpetki, i pobiegło na plażę. Pochyliło się i małymi rączkami wzięło trzy rozgwiazdy, i biegnąc szybko zaniosło je do wody, potem wróciło i zaczęło robić to samo.
Zza cementowej balustrady jakiś mężczyzna zawołał:
- Co robisz chłopczyku?
- Wrzucam do morza rozgwiazdy. W przeciwnym razie wszystkie zginą na plaży - odpowiedziało dziecko.
- Tu znajdują się tysiące rozgwiazd, nie możesz uratować ich wszystkich. Jest ich zbyt wiele! - zawołał mężczyzna. - Tak dzieje się na tysiącach innych plaży wzdłuż brzegu! Nie możesz zmienić tego faktu!.
Dziecko pochyliło się, by wziąć do ręki inną rozgwiazdę i rzucając ją do wody, powiedziało:

- A jednak zmieniłem ten fakt dla tej oto rozgwiazdy.
Mężczyzna przez chwilę milczał, potem pochylił się, zdjął buty i skarpety, i zszedł na plażę. Zaczął zbierać rozgwiazdy i wrzucać je do morza. Po chwili zrobiły to samo dwie dziewczyny. Było ich czworo, wrzucających rozgwiazdy do wody. Po paru minutach było ich 50, potem 100, 200, tysiące osób, które wrzucały rozgwiazdy do morza.
W ten sposób uratowano je wszystkie.

Wystarczyłoby, aby dla przemiany świata ktoś nawet mały, miał odwagę rozpocząć.



Agape
skomentuj (1)
2006-05-25 20:11:56
tchnienie obietnicy
Obiecaj mi, że nie pozwolisz by świat zabił w Tobie marzenia. Proszę obiecaj...
Spotkasz ludzi, którzy wyśmieją Cię, zadrwią z każdej Twojej myśli, będą Ci mówić, że jesteś głupi, że dla takich jak Ty nie ma miejsca. Nie wierz im. Oni w głębi duszy nadal marzą, tylko bardzo się boją. Ty trzymaj się swoich chmur, nie bój się. Marzenia spełniają się.
Obiecaj mi, że będziesz wytrwały. Wiem, że będzie Ci ciężko, wiele razy upadniesz, niekiedy nawet bardzo boleśnie. Trzeba będzie czasu, by rany zagoiły się, ale zobaczysz - zagoją się.
Pewnego dnia życie zburzy Twe plany, zawali się coś, co tak długo budowałeś. Wydawać Ci się będzie, że to koniec, że nie dasz rady. Siądź wtedy i płacz, a potem podnieś głowę i wstań. Zobaczysz, że to jeszcze nie koniec. Zaczniesz od nowa.
Obiecaj mi, że będziesz szukać. Bo przyjdzie taki dzień, kiedy będziesz czuł się najsamotniejszym człowiekiem na ziemi, którego nikt nie rozumie. I zgasną wszystkie światła, stanie się noc. Popatrzysz wtedy w niebo, przeczekaj tę noc, patrząc na gwiazdy. A potem wyjdź na ulicę i szukaj. Zawsze jest ktoś, komu trzeba pomóc, kogo tylko Ty możesz odszukać, bo wiesz, co to prawdziwa samotność.
Obiecaj, że nigdy nie będziesz egoistą. I gdy pewnego ranka obudzisz się, a jedynym Twoim pragnieniem będzie, by nie wstać, już nigdy nie wstać, leż ile chcesz, ale o dwunastej wstań, by podlać kwiaty, bo bez Ciebie zginą.
Obiecaj mi, że zawsze będziesz kochać. A gdy przyjdzie taki dzień, kiedy świat się zawali, bo ktoś odejdzie z Twojego życia, pozwól mu odejść. Bez płaczu, bez niepotrzebnych słów. Spokojnie. Dopij kawę i oddaj swój czas komuś, dla kogo było Ci go do tej pory szkoda. Pozwól by inni ludzie zaznali Twej miłości.
Obiecaj mi, że zawsze będziesz sobą. A będą Cię chcieli zmienić w imię miłości, przyjaźni, rozsądku... Nie pozwól. Wiesz przecież... że Twoje serce wie, jak żyć.
Obiecaj sobie to wszystko i idź. Żyj.



Agape
skomentuj (0)
2006-05-25 20:03:40
most
Pewien człowiek pracował jak operator zwodzonego mostu. Kiedy podnosił most, przepływały pod nim barki, opuszczając go przepuszczał mknące po szynach pociągi. Pewnego dnia wziął ze sobą do pracy swego kilkuletniego jedynego synka. Gdy wykonywał swoje rutynowe czynności, jego syn bawił się na zewnątrz dyżurki. Wtem rozległ się dźwięk telefonu, który jak zwykle był zapowiedzią informacji o nadjeżdżającym pociągu. Szybko włączył urządzenie opuszczające most i właśnie wtedy usłyszał przeraźliwy krzyk swego syna. Gdy wyjrzał na zewnątrz, zobaczył, że jego noga uwięziona została w trybach maszyny, które powoli miażdżyły ją i wciągały do środka. W tej chwili usłyszał także sygnał nadjeżdżającego z oddali pociągu. W tak dramatycznej sytuacji miał jedynie dwie możliwości - opuścić lub podnieść most wybawiając syna od śmierci, ale skazując na nią setki pasażerów nadjeżdżającego pociągu.
Ojciec wybrał śmierć syna...
Kiedy pociąg przejeżdżał po moście, niektórzy ludzie uśmiechnięci machali mu rękoma na powitanie. On tymczasem stał zalany łzami, a jego serce przeszywał ogromny ból z powodu męki, w jakiej zginął jego jedyny, ukochany syn."

Kilka dni temu bezczynnie przechadzałem się po pewnym korytarzu. Czekałem na przyjaciół, którzy w każdej chwili kończyć mieli próbę swego zespołu. Z nudów przez zupełny przypadek podniosłem niewielką, gęsto zapisaną kartkę, która leżała na jakimś stole. Zacząłem czytać. Początkowo bezmyślnie, całkowicie odruchowo. Jednak już po kilku zdaniach zapomniałem o ludziach, na których czekałem. Po plecach przeszedł mi zimny dreszcz. Przebiegałem oczyma tekst, który rozpoczął ten felieton...
Kiedy skończyłem, zupełnie bezwiednie wsunąłem tę karteczkę do kieszeni spodni. Sądzę, że Was również bardzo to poruszyło. Zamyślony siedziałem na zimnych schodach w ciemnym korytarzu. I właśnie wtedy jak jeszcze nigdy dotąd znienacka dotarło do mnie, że przed dwoma tysiącami lat ktoś cierpiał w ten sam sposób. Ktoś utracił ukochanego syna, by także ratować ginących ludzi. Jego dziecko nie zginęło w trybach maszyny umożliwiającej unoszenie zwodzonego mostu. Umierało znacznie dłużej. Przybite kilkunastocentymetrowymi gwoździami do drewnianego krzyża.
Tamtego wieczora chyba pierwszy raz w życiu zupełnie świadomie zdałem sobie sprawę z cierpienia, jakie stało się przed wiekami udziałem Boga. Poświęcił swego syna, byśmy mogli żyć. Nigdy nie zrozumiem, dlaczego ta śmierć była konieczna, dlaczego nie można było rozwiązać tego inną drogą. Widocznie nie można było... Pan Jezus, kiedy chodził jeszcze po ziemi, wypowiedział takie słowa:
"Większej miłości nikt nie ma, nad tę, jak gdy kto życie swoje oddaje za przyjaciół swoich"
Ewangelia Jana 15.13

I tak, jak powiedział, to uczynił. Zmarł przybity do krzyża za nasze winy. Także Twoje... Jego śmierć jest najlepszym dowodem na to, iż jest ktoś, kto Cię akceptuje i kocha.
Jeśli dotąd nie miałeś okazji, przyjmij go jako swego Pana i Zbawiciela. To nie jest trudne. Wystarczy mały krok. Naprawdę niewielki. Właśnie w tej chwili masz okazję podjąć najważniejszą decyzję swego życia. Nie bądź już więcej obojętny na tę miłość
skomentuj (0)
2006-05-25 20:02:47
najlepsze wino
Pewien mężczyzna i kobieta w dość późnym wieku zawarli związek małżeński. Ku ich zdziwieniu i radości narodził się im syn. Wychowali go z miłością, troszcząc się o wszystko, co możliwe. Pomimo, że byli ubodzy, posłali go do szkoły mądrego mistrza, by mógł wzrastać również duchowo. Gdy chłopiec powrócił do domu, chciał w jakiś sposób spłacić dług zaciągnięty wobec rodziców.
"Czy mógłbym coś zrobić" pytał "coś, co by wam dało radość?"
"Ty jesteś naszą radością, naszym największym skarbem" odpowiedzieli staruszkowie. "Jeżeli jednak chcesz zrobić nam prezent, to postaraj się o trochę wina. Lubimy wino, a od wielu lat nie piliśmy nawet łyka..."
Chłopiec nie miał ani grosza. Pewnego dnia, gdy poszedł do lasu po drzewo, zanurzył ręce w wodzie spadającej z wodospadu, zaczerpnął trochę i wypił. Zdawało mu się, że woda ma smak słodkiego wina. Wypełnił wodą bukłaczek, który miał z sobą i wrócił do domu.
"Oto mój podarunek" rzekł rodzicom "Oto bukłaczek z winem dla was".
Rodzice spróbowali napoju, nie czuli niczego poza smakiem wody, ale uśmiechnęli się do syna i podziękowali mu.
"W przyszłym tygodniu przyniosę wam następnym bukłaczek" powiedział syn. I tak czynił przez wiele tygodni. Staruszkowie przystali do tej gry. Z entuzjazmem pili wodę i byli szczęśliwi widząc radość swego syna.
Stało się cos nadzwyczajnego; minęły ich wszelkie dolegliwości i zniknęły zmarszczki.
Tak, jakby ta woda miała w sobie jakąś cudowną moc.


Istnieje cud "wdzięczności". Są osoby, które piorą, prasują, gotują dla innych przez dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści lat. Towarzyszą im, troszczą się, kochają dniem i nocą. I nigdy nie usłyszały: "dziękuję".
Powiedzieć "dziękuję" to nie tylko kwestia dobrego wychowania. Oznacza to powiedzenie komuś: "Zauważyłem, że jesteś, że istniejesz". Z tego powodu świat jest pełen osób niewidzialnych.
skomentuj (1)
2006-05-25 20:02:21
człowiek w studni
Pewien człowiek wpadł do studni, z której nie mógł się wydostać. Jakaś osoba o dobrym sercu, która przechodziła tamtędy powiedziała:
- Bardzo mi przykro z twego powodu. Uczestniczę w twoim nieszczęściu.
Pewien polityk, zaangażowany w sprawy społeczne, przechodząc obok studni powiedział:
- To logiczne, prędzej czy później ktoś musiał tam wpaść.
Człowiek pobożny powiedział:
- Jedynie źli ludzie wpadają do studni.
Uczony zastanawiał się, w jaki sposób człowiek znalazł się w studni. Polityk opozycyjny postanowił złożyć oświadczenie przeciwko rządowi. Dziennikarz przyrzekł napisać artykuł polemiczny w gazecie w następną niedzielę. Człowiek praktyczny spytał się, czy obowiązują wysokie podatki za studnie.
Smutna osoba stwierdziła:
- Moja studnia jest gorsza!
Humorysta zaśmiał się:
- Wypij kawę, to cię podniesie na duchu!
Optymista powiedział:
- Mógłbyś czuć się gorzej.
Pesymista dorzucił:
- Osuniesz się jeszcze niżej.
Jezus, widząc człowieka, podał mu rękę i wyciągnął ze studni.

NAJWIĘKSZE POTRZEBY ŚWIATA
Trochę więcej uprzejmości, mniej chciwości.
Trochę więcej dawania, mniej żądania.
Trochę więcej uśmiechu, mniej grymasów.
Trochę mniej kopania w leżącego na ziemi.
Trochę więcej «my», trochę mniej «ja».
Trochę więcej śmiechu, trochę mniej płaczu.
Trochę więcej kwiatów na drodze życia, trochę mniej na grobach.




Agape
skomentuj (0)
2006-05-25 20:01:35
sąd ostateczny
Po wypełnieniu prostego i pogodnego życia zmarła pewna kobieta i znalazła się natychmiast w długiej i uporządkowanej procesji osób, które przesuwały się powoli w stronę Najwyższego Sędziego.

Przesunąwszy się do połowy kolejki coraz bardziej przysłuchiwała się słowom Boga.

Słyszała, jak Bóg mówił do kogoś:
- Ty, co mi pomogłeś, kiedy miałem wypadek na drodze i zawiozłeś mnie do szpitala, wstąp do mojego Raju.

Potem mówił do kogoś innego:
- Ty, co bez żadnego zysku pożyczyłeś wdowie pieniądze, wstąp, aby otrzymać wieczną nagrodę.

A potem znów:
- Ty, który wykonywałeś bezpłatnie bardzo skomplikowane operacje chirurgiczne, pomagając mi przynosić wielu ludziom nadzieję, wstąp do mego Królestwa.

I tak dalej.

Uboga kobieta przeraziła się bardzo, bowiem - choć wysilała się jak tylko mogła - nie była w stanie przypomnieć sobie żadnego szczególnego dokonania czy czynu w swoim życiu. Przepuściła nawet kolejkę, by mieć trochę więcej czasu na penetrowanie swojej pamięci, ale nie wymyśliła niczego ważnego. Pewien uśmiechnięty ale stanowczy anioł nie pozwolił jej ponownie przepuścić długiej kolejki.

Z bijącym mocno sercem i z wielkim strachem dotarła przed oblicze Boga. Ogarnął ją natychmiast swoim uśmiechem.
- Ty która prasowałaś wszystkie moje koszule... Dziel się moją Radością.


Agape
skomentuj (0)
2006-04-29 11:29:01
Modlitwa z XIV wieku
Chrystus nie ma rąk,
Tylko naszymi rękami
Może dzisiaj realizować
Swoje dzieło.

On nie ma także nóg,
Naszych nóg potrzebuje
By dziś mógł ludzi
Prowadzi na swoją drogę.

Chrystus nie ma warg,
Tylko naszymi ustami
Może dziś ludziom
opowiadać o sobie

Chrystus wydaje się być bezradny,
Tylko przy naszej pomocy
Chce ludzi zgromadzić
Po swojej prawicy.

Dziś my jesteśmy tą jedyną biblią,
Którą otoczenie
Jest zdolne jeszcze czytać.

Jesteśmy ostatnią Bożą
Dobra nowiną - zapisaną
W naszych słowach i czynach.




Agape
skomentuj (0)
2006-04-29 11:27:36
Mój Chrystus połamany
- Jak ci się zdaje, jacy ludzie mnie szukają? Ludzie weseli i szczęśliwi nie pamiętają o mnie, nie potrzebują mnie, ani nie pragną mnie widzieć na swych zebraniach gwarnych i szaleńczych, bo ja im psuje zabawę... Wówczas, gdy są szczęśliwi, ja jestem zbyteczny. Lecz trzymają mnie w rezerwie, aby gdy przyjdzie cierpienie...
- Ależ nie maja prawa, Panie - zaprotestowałem gwałtownie.
- Zamilknij. I nie oskarżaj. Bo ty jesteś taki sam. Wszyscy jesteście tacy sami. Trzymacie mnie w rezerwacie na dzień waszego cierpienia; na moment, gdy cos w życiu przyniesie wam udrękę. Mówisz, ze nie maja prawa. Ale tak mówi się językiem sądów i kodeksów. A ja jestem Miłością. Miłością nieskończoną, która daje wam możność postępować ze mną wbrew prawu. Ponieważ kocham was nieskończenie. Rozumiesz?
- Nie, nie rozumiesz, aczkolwiek starasz się zrozumieć. I w Ewangelii to czytałeś (....), że szukają mnie ludzie, których dręczą jakieś problemy lub zmartwienia; którzy z jakiegoś powodu mnie potrzebują.
- Ale to Cię pomniejsza, Panie. To Cię poniża.
- Nie używaj języka prawniczego i sadowego, bo wtedy jesteś zgubiony;
Spójrz na mnie połamanego i roztrzaskanego, mów językiem miłości, a wtedy zaczniesz rozumieć. Moja radością jest to, ze mnie potrzebują. Moim przeznaczeniem jest leczyć ból.
- (...) A cóż ja, który dźwigam wszystkie cierpienia wszystkich ludzi, wszystkich ras, we wszystkich momentach historii?
Dostrzeżone wszystkie i skumulowane wszystkie w jednej chwili wieczności ciążą na mnie jednocześnie. Od pierwszego cierpienia Adama i łez Ewy... aż do ostatniego jęku ostatniego mieszkańca, który zapłacze na ziemi.
- Jak możesz to wytrzymać, Panie?
- Bo kocham. Lecz oto widzisz konsekwencje tego: spójrz na mnie. Ukrzyżowany na Kalwarii. A teraz... bez twarzy, okaleczony, bez jednego ramienia i z noga uciętą w połowie. Ty mnie nazywasz "Mój Chrystus Połamany". Zgoda. Połamany przez wszystkie cierpienia, udręki, zmartwienia wszystkich ludzi. Jeżeli będziesz bardzo zdrowy i nic cię nie będzie bolało, ani nie będziesz chrześcijaninem, ani nie będziesz mój. Ja przyciągam jak magnes, (...) wszystkie cierpienia ludzkie. Ci, którzy są moi, maja udział w tej mojej właściwości. O ile zaczniesz upodabniać się do Chrystusa, zaczną cię szukać, otaczać, oblegać. łamać cierpienia ludzi. I staniesz się maleńkim połamanym Chrystusem; ty sam dla twoich braci - i przez nich.


Fragment książki Ramona Cue Romano S.I. pt. "Mój Chrystus Połamany"




Agape
skomentuj (0)
2006-04-29 11:27:01
O tym czego nie uczyniłeś
Pamiętasz ten dzień, kiedy pożyczyłam od ciebie Twój nowy samochód i rozbiłam go?
Myślałam, że mnie zabijesz, ale nie zrobiłeś tego.

Czy pamiętasz, jak kiedyś wyciągnęłam cię na plażę, chociaż twierdziłeś, że będzie padać, i rzeczywiście padało?
Myślałam, że zawołasz: „A nie mówiłem?". Ale nie zrobiłeś tego.

A pamiętasz, jak kokietowałam wszystkich, żeby wzbudzić twoją zazdrość, i ty byłeś zazdrosny?
Myślałam, że odejdziesz ode mnie, ale tego przecież nie zrobiłeś.

Czy pamiętasz, jak zrzuciłam tort truskawkowy na dywanik twego samochodu?
Myślałam, że mnie uderzysz, ale nie uczyniłeś tego.

Czy pamiętasz, jak zapomniałam ci powiedzie, że na pewnym przyjęciu obowiązują stroje wieczorowe i ty przyszedłeś w dżinsach?
Myślałam, że mnie wtedy spoliczkujesz, ale nie zrobiłeś.

Zawsze miałeś dla mnie cierpliwość, kochałeś mnie i broniłeś.
Mam na sumieniu tyle win wobec Ciebie.

Tak bardzo chciałam Cię prosić o przebaczenie, kiedy wrócisz z Wietnamu.
Lecz ty nie wróciłeś.


Pamiętaj: Całe dobro, które możesz wyświadczyć drugiemu człowiekowi — okaż natychmiast!
Nie odkładajmy tego na później, ponieważ nie będziemy dwa razy żyć na tym świecie





Agape
skomentuj (0)
2006-03-18 11:56:12
Przyjaciel
Przyjacielu..
Chcę zostać z Tobą przy Tobie chcę być
I nie trzeba
byś mówił coś wystarczy byś był

Bo nie ma większej miłości niż ta
gdy ktoś życie oddaje bym ja mógł żyć

Chcę być z Tobą,
gdy jest mi dobrze i kiedy mi źle
Przyjacielu,
otwieram przed Tobą serce swe

Bo nie ma większej miłości niż ta
gdy ktoś życie oddaje bym ja mógł żyć...


Agape
skomentuj (11)
2006-03-18 11:45:20
Bóg jest w każdym z nas
Był sobie raz mały chłopiec, który bardzo chciał spotkać Boga. Dobrze wiedział, że do miejsca, gdzie mieszka Bóg, prowadzi długa droga, zapakował więc do swojej walizeczki sporo herbatników, sześć butelek napoju korzennego i ruszył w drogę. Kiedy przeszedł jakieś trzy skrzyżowania, spotkał starą kobietę. Staruszka siedziała sobie w parku i obserwowała gołębie. Chłopiec usiadł obok niej i otworzył walizkę. Już miał pociągnąć spory łyk napoju, gdy spostrzegł, że staruszka wygląda na głodną, więc poczęstował ją herbatnikiem. Kobieta przyjęła go z wdzięcznością i uśmiechnęła się do chłopca. Jej uśmiech był tak piękny, że chłopiec chciał go ujrzeć jeszcze raz, więc zaproponował jej butelkę napoju. Staruszka uśmiechnęła się ponownie, a chłopczyk był zachwycony! Siedzieli tak przez całe popołudnie, jedząc i uśmiechając się do siebie, choć nie padło ani jedno słowo. Kiedy zaczął zapadać zmrok, chłopiec poczuł, że jest bardzo zmęczony, i podniósł się z ławki z zamiarem odejścia. Nie zdążył jednak zrobić więcej niż kilka kroków, gdy nagle odwrócił się, podbiegł do staruszki i uściskał ją, a ona obdarzyła go swoim najpiękniejszym uśmiechem. Gdy chłopiec przekroczył próg swojego domu, jego matkę zdziwił wyraz szczególnej radości malujący się na twarzy dziecka.

- Co takiego dziś robiłeś, że jesteś taki szczęśliwy? - spytała.

- Jadłem lunch z Bogiem - odpowiedział i zanim zdążyła zareagować, dodał:

- Wiesz co? Bóg ma najpiękniejszy uśmiech, jaki kiedykolwiek widziałem!

Tymczasem staruszka, również promieniejąca radością, wróciła do domu. Wyraz spokoju, który rozświetlał jej twarz, zastanowił jej syna do tego stopnia, że zapytał:

Mamo, co dziś robiłaś, że jesteś taka szczęśliwa?

- Jadłam w parku ciasteczka z Bogiem. - I zanim jej syn zdążył cokolwiek powiedzieć, dodała:

- Wiesz co? Jest znacznie młodszy niż sądziłam.

BÓG jest w każdym z nas! Starajmy się Go dojrzeć w każdym człowieku a życie będzie piękne







Agape
skomentuj (0)
2006-03-18 11:44:56
Droga Krzyżowa nienarodzonego dziecka
STACJA I PAN JEZUS NA ŚMIERĆ SKAZANY

Mamo, już jestem! Wiesz o tym?

Któryś cierpiał za nas rany...

STACJA II PAN JEZUS BIERZE KRZYŻ NA SWOJE RAMIONA

Mamo, mówiłaś, że masz duże kłopoty. Dlaczego? O co chodzi?

Któryś cierpiał za nas rany...

STACJA III PAN JEZUS PIERWSZY RAZ UPADA POD KRZYŻEM

Mamo, chyba nie Ty powiedziałaś "Nie chcę tego dziecka, muszę je stracić".
Ty przecież mnie kochasz, prawda?

Któryś cierpiał za nas rany...

STACJA IV PAN JEZUS SPOTYKA MATKĘ SWOJĄ

Mamusiu, kocham Cię.

Któryś cierpiał za nas rany...

STACJA V SZYMON CYRENEJCZYK POMAGA NIEŚĆ KRZYŻ PANU JEZUSOWI

Tata Cię kocha, więc czemu krzyczysz, że jesteś samotna?

Któryś cierpiał za nas rany...

STACJA VI ŚWIĘTA WERONIKA OCIERA TWARZ PANU JEZUSOWI

Nic nie rozumiem, lecz moje małe serduszko czuje, że jest źle...

Któryś cierpiał za nas rany...

STACJA VII PAN JEZUS UPADA POD KRZYŻEM PO RAZ DRUGI

Mamo, dlaczego jesteś taka zdenerwowana, kiedy mówisz "zabiję"....
Co to znaczy?

Któryś cierpiał za nas rany...

STACJA VIII PAN JEZUS POCIESZA PŁACZĄCE NIEWIASTY

Mamusiu, przestań płakać, już za kilka miesięcy przytulisz mnie do siebie,
ja Ci pomogę...

Któryś cierpiał za nas rany...

STACJA IX PAN JEZUS UPADA POD KRZYŻEM PO RAZ TRZECI

Idziemy do lekarza - to ginekolog. On nam pomoże, prawda?

Któryś cierpiał za nas rany...

STACJA X PAN JEZUS Z SZAT OBNAŻONY

Wchodzimy do gabinetu.
Ty dajesz temu człowiekowi pieniądze - on myje ręce...
Mamo, dlaczego ja tak strasznie się boję?

Któryś cierpiał za nas rany...

STACJA XI PAN JEZUS PRZYBITY DO KRZYŻA

Obciął mi ręce, krzyczę, słyszysz Mamo?!
Twoje dziecko rozrywają narzędziami w strugach krwi!
Dlaczego nic nie robisz?!

Któryś cierpiał za nas rany...

STACJA XII PAN JEZUS UMIERA NA KRZYŻU

Wyskrobują z Ciebie resztki mnie, człowieka - śmierci.
Powiedz, czy nie czułaś moich łez?

Któryś cierpiał za nas rany...

STACJA XIII PAN JEZUS ZDJĘTY Z KRZYŻA

Moje szczątki wyrzucono do kanału....
Tylko mała duszyczka wzniosła się ku niebu...
Ja się modlę za Ciebie....

Któryś cierpiał za nas rany...

STACJA XIV PAN JEZUS ZŁOŻONY DO GROBU

Wiesz Mamusiu, ja wciąż bardzo Cię kocham....

Któryś cierpiał za nas rany...







Agape
skomentuj (3)
2006-03-12 00:06:44
Bruno Ferrero - Róża
Niemiecki poeta Rainer Maria Rilke mieszkał przez pewien czas w Paryżu. Aby dojść na uniwersytet, codziennie przechodził w towarzystwie swojej francuskiej przyjaciółki bardzo ruchliwą ulicą.
Na rogu tej ulicy mijali żebraczkę, proszącą przechodniów o jałmużnę. Kobieta zawsze siedziała w tym samym miejscu, nieruchomo jak posąg, z wyciągniętą ręką i oczami wbitymi w ziemię.
Rilke nigdy jej nic nie dawał, podczas gdy jego przyjaciółka czasem rzucała jakąś monetę.
Pewnego dnia zdziwiona młoda Francuzka zapytała poetę:
- Dlaczego nigdy nic nie dajesz tej biedaczce?
- Powinniśmy podarować coś jej sercu, a nie jej dłoniom – odparł.
Następnego dnia Rilke przyniósł przepiękną, zaledwie rozkwitłą różę, włożył ją w ręce żebraczki i chciał pospiesznie odejść.
Wtedy zdarzyło się coś nieoczekiwanego: żebraczka podniosła oczy, popatrzyła na poetę, podniosła się z ziemi, ujęła jego dłoń i ucałowała ją. Potem odeszła przyciskając do piersi różę.
Przez cały tydzień nikt jej nie widział. Lecz po ośmiu dniach znowu powróciła na swoje miejsce. Cicha i nieruchoma jak zwykle.
- Ciekawa jestem, z czego żyła przez te wszystkie dni? – spytała młoda przyjaciółka poety.
- Żyła różą – odparł Rilke.


„Istnieje tylko jeden, jedyny problem. Jak przywrócić ludzkości duchowe znaczenie, pobudzi niepokój ducha. Jest konieczne, by ludzkość została oświecona z wysoka i aby zstąpiło na nią coś, co przypomina śpiew gregoriański. Widzicie, nie można dalej żyć, zajmując się jedynie wdówkami, polityką, bilansami ekonomicznymi i krzyżówkami. W ten sposób nie można posuwać się naprzód”, napisał Antoine de Saint-Exupery.
Te krótkie opowiadania nie są ważne. Chciałyby i jedynie podarować, na krótką chwilę, cudowny zapach róży.

„To wszystko mówił Jezus tłumom w przypowieściach, a bez przypowieści nic im nie mówił”.
(Mt 13,34)





Agape
skomentuj (0)
2006-03-12 00:05:35
Bruno Ferrero - Chmurka i wydma
Pewna bardzo młodziutka chmurka (lecz, jak wiadomo, życie chmur jest krótkie i ulotne) po raz pierwszy płynęła po niebie w towarzystwie innych puchatych chmur o różnych kształtach.
Kiedy znalazły się nad ogromną pustynią Saharą, bardziej doświadczone chmury poganiały ją:
- Prędko! Prędko Jeśli się tutaj zatrzymasz, jesteś zgubiona!
Chmurka była jednak bardzo ciekawska, tak jak wszyscy młodzi, i odpłynęła na skraj całej grupy, podobnej do stadka rozproszonych owiec.
- Co robisz? Ruszaj się! – zgromił ją z tyłu wiatr.
Lecz chmurka ujrzała już wydmy ze złotego piasku i ten widok ją zafascynował. Leciutko sfruwała w dół. Wydmy wydawały się być złotymi obłokami pieszczonymi przez wiatr.
Jedna z nich uśmiechnęła się.
- Witaj! – pozdrowiła grzecznie chmurkę.
Była to bardzo ładna mała wydma, zaledwie ukształtowana przez wiatr, który szarpał wciąż jej błyszczące włosy.
- Cześć. Nazywam się Ola. – przedstawiła się chmurka.
- A ja Una – odparła wydma.
- Jak ci się tutaj wiedzie?
- No cóż... Słońce i wiatr. Jest trochę gorąco, ale jakoś sobie radzimy. A jak ty żyjesz?
- Słońce wiatr… wielki wyścig na niebie.
- Moje życie jest bardzo krótkie. Kiedy powróci wielki wiatr, na pewno zniknę.
- Przykro ci, prawda?
- Trochę. Wydaje mi się, że jestem całkiem bezużyteczna.
- Ja także wkrótce przemienię się w deszcz i spadnę na ziemię. Takie jest moje przeznaczenie.
Wydma wahała się przez chwilę, a potem spytała:
- Czy wiesz, że deszcz nazywamy Rajem?
- Nie wiedziałam, że jestem taka ważna – zaśmiała się chmurka.
- Słyszałam opowieści o deszczu niektórych starych wydm. Podobno jest on bardzo piękny. Po deszczu okrywamy się czymś takim, co się nazywa trawa i kwiaty.
- Tak, to prawda. Widziałam to.
- Ja, prawdopodobnie, nigdy tego nie ujrzę – stwierdziła ze smutkiem wydma.
Chmurka zastanawiała się przez chwilkę, a potem rzekła:
- Ja też mogłabym przecież zamienić się w deszcz…
- Ale wtedy umrzesz…
- Za to ty zakwitniesz – powiedziała chmurka i zamieniła się w deszczyk tęczowo lśniący na słońcu.
Następnego dnia małą wydmę pokryły kwiaty.

W jednej z najpiękniejszych modlitw, jakie znam, są także słowa: „Panie, uczyń mnie lampą. Sama się spalę, lecz dam światło innym.”




Agape
skomentuj (0)
2006-03-12 00:02:31
Bóg jest wspaniały
Pan Bóg jest wspaniały...
Poprosiłem Pana Boga, aby odebrał mi ból.
Pan Bóg powiedział: Nie...
... ból nie jest dla mnie abym go odbierał, ale dla Ciebie abyś go oddał.
Poprosiłem Pana Boga, by moje ułomne dziecko stało sie zdrowe.
Pan Bóg odpowiedział: Nie...
... jego duch jest zdrowy, a ciało jedynie tymczasowe.
Poprosiłem Pana Boga, by dał mi cierpliwość.
Pan Bóg odpowiedział: Nie...
... cierpliwość jest owocem ciezkiej próby, nie jest przydzielana ale wypracowana.
Poprosiłem Pana Boga, by dał mi radość.
Pan Bóg odpowiedział: Nie...
... daje Ci łaskę, a radość zależy od Ciebie.
Poprosiłem Pana Boga, by oszczędził mi cierpienia.
Pan Bóg odpowiedział: Nie...
... cierpienie odciąga Cię od rzeczy przyziemnych i przyprowadza bliżej do mnie.
Poprosiłem Pana Boga, by dał mi duchowy wzrost.
Pan Bóg odpowiedział: Nie...
... wzrastać musisz sam, ale bedę Cię pielegnował, byś stał się drzewem przynoszącym obfity owoc.
Poprosiłem Pana Boga o wszystko, czym mógłbym cieszyć się w życiu.
Pan Bóg odpowiedział: Nie...
... daje Ci życie, byś mógł się cieszyć wszystkim.
Poprosiłem Pana Boga, by pomógł mi kochać innych ludzi tak jak On mnie kocha;
Pan Bóg odpowiedział: No...
... nareszcie pojąłeś o co chodzi


Gdyby Bóg miał portfel, to nosiłby w nim Twoje zdjęcie;
Gdyby miał lodówkę, to też by na niej było;
Przysyła Ci kwiaty każdej wiosny i wschód słońca każdego poranka;
Kiedy mówisz - On słucha;
Mógłby mieszkać gdziekolwiek, w całym wszechświecie, a wybrał Twoje Serce!!!


Agape
skomentuj (0)
2006-01-27 19:17:18
"Skacz..!!!"
W nocy zapalił się nieoczekiwanie dom. Rodzice uciekając w popłochu, nie zauważyli, że ich najmłodsza pociecha gdzieś się zawieruszyła: pięcioletni chłopiec w ostatniej chwili uciekł na poddasze.

Teraz, gdy cały dom stoi już w płomieniach, wszelka pomoc z zewnątrz nie ma żadnych szans. Nagle na górze otwiera się okno, staje w nim dziecko i woła rozpaczliwie o ratunek.

Ojciec rozkazuje krótko:

- Skacz!

Chłopiec jednak widzi tylko dym i płomienie, boi się, ale słysząc głos ojca, odpowiada:

- Tatusiu, ja cię nie widzę!

Ojciec na to krzyczy z całych sił:

- Ale ją cię widzę, to wystarczy; skacz!

I chłopiec skoczył prosto w ratujące ramiona ojca.

Często tak zdarza się w naszym, życiu, że nie potrafimy wykonać zdecydowanego kroku do przodu, że nie potrafimy radykalnie zmienić swojego życia, choć czujemy takie przynaglenie ze strony Boga. Dlaczego zapominamy wtedy, że On czuwa nad tym, żeby nic złego się nam nie stało?


Agape
skomentuj (0)
2006-01-24 18:30:51
Rachunek...
Któregoś wieczoru, gdy mamusia przygotowywała kolację, jedenastoletni syn stanął w kuchni, trzymając w ręku kartkę.

Z oficjalną miną, dziecko podało kartkę matce, która wytarła sobie ręce w fartuch i przeczytała, co było napisane:

- za wyrwanie chwastów na ścieżce: 5 złotych;

- za uporządkowanie mojego pokoju: 10 złotych;

- za kupienie mleka: 1 złoty;

- za pilnowanie siostrzyczki (3 popołudnia): 15 złotych;

- za otrzymanie dwukrotnie najlepszego stopnia: 10 złotych;

- za wyrzucanie śmieci co wieczór: 7 złotych.

Razem: 48 złotych.



Mama spojrzała czule w oczy syna. Jej umysł pełen był wspomnień. Wzięła długopis i na drugiej stronie kartki napisała:

- Za noszenie ciebie w łonie przez 9 miesięcy: 0 złotych;

- Za wszystkie noce spędzone przy twoim łóżku, gdy byłeś chory 0 złotych;

- Za te wszystkie chwile pocieszania ciebie, gdy byłeś smutny 0 złotych;

- Za wszystkie osuszone twoje łzy: 0 złotych;

- Za to wszystko, czego ciebie nauczyłam dzień po dniu: 0 złotych;

- Za wszystkie śniadania, obiady, kolacje, podwieczorki i śniadania do szkoły: 0 złotych;

- Za życie, które ci daję każdego dnia: 0 złotych.

Razem: 0 złotych.



Gdy skończyła, uśmiechając się matka podała kartkę synowi.Ten przeczytał to, co napisała i otarł sobie dwie duże łzy, które pojawiły się w jego oczach. Odwrócił kartkę i na swoim rachunku napisał: "Zapłacono". Potem chwycił mamę za szyję i obsypał ją pocałunkami.





Gdy w osobistych i rodzinnych stosunkach zaczynają się pojawiać rachunki, wszystko się kończy. Miłość jest bezinteresowna albo nie istnieje.




Agape
skomentuj (1)
2006-01-20 21:16:08
Drzewo
Było sobie raz drzewo...

Które kochało małego chłopca.

Każdego dnia chłopiec przychodzil

I zbierał jego liście..........

Robił z nich koronę i udawał króla całego lasu.

Chłopiec wspinał sie po jego pniu

I huśtał się na jego gałęziach

I jadł jego jabłka

A potem bawił sie w chowanego

A kiedy sie zmeczył zasypiał w jego cieniu

Chłopiec kochał drzewo.....

Bardzo mocno............

I Drzewo było szczęśliwe.

Mijał powoli czas

Chłopiec dorastał.

I drzewo było często samotne.

Jednego dnia chłopiec przyszedł do drzewa. Drzewo powiedziało:

- Chodź chłopcze, chodź, powspinaj się po moim pniu, pohuśtaj się na moich gałęziach, zjedz kilka jabłek i pobaw sie w moim cieniu, bądź szczęśliwy.

- Jestem za duży aby się wspinać i grać – powiedzial chłopiec.

- Chce kupować rzeczy i dobrze się bawić. Potrzebuję pieniedzy. Możesz dać mi trochę pieniędzy?

- Przepraszam – odpowiedziało drzewo – ale ja nie mam pieniędzy, mam tylko liście i jabłka. Weź moje jabłka, chłopcze i sprzedaj je w mieście. Wtedy będziesz mial pieniądze i będziesz szczęśliwy.

Chłopiec wspiął się na drzewo, strząsnął wszystkie jabłka i zabrał je do miasta.

I drzewo było szczęśliwe.

Chlopiec nie przychodził przez długi czas.......

I drzewo było smutne.

Jednego dnia, chłopiec wrócił i drzewo zaszumiało z radością:

- Chodź chłopcze, powspinaj sie po moim pniu i pohuśtaj się na moich gałęziach i badź szczęśliwy.

- Jestem zbyt zajęty aby wspinać się po drzewach – powiedział chłopiec – chcę mieć dom, który będzie dawał mi ciepło. Chcę mieć żonę i dzieci dlatego potrzebuję domu. Możesz dać mi dom?

- Ja nie mam domu – powiedziało drzewo – Las jest moim domem, ale ty możesz ściąć moje gałęzie i wybudować dom. I będziesz szczęśliwy.

Wiec chłopiec ściął wszystkie gałęzie i zabrał je ze sobą aby wybudować swój dom.

I drzewo było szczęśliwe.

Chłopiec nie przychodził przez długi czas. Ale kiedy pewnego dnia wrócił ponownie drzewo było tak szczęśliwe, że nie mogło mówić.

- Chodź chłopcze – wyszeptało – chodź i pobaw się.

- Jestem za stary i za smutny aby się bawić – powiedział chłopiec – Chcę łódź, która zabrałaby mnie daleko stąd. Możesz dać mi łódź?

- Zetnij mój pień i zrób z niego łódź – powiedziało drzewo – wtedy możesz popłynąć daleko stąd ..........i będziesz szczęśliwy.

Więc chłopiec ściął pień, wybudował łódź i odpłynął.

I drzewo było szczęśliwe...........no, może nie całkiem.

Minął długi czas i chłopiec wrócił ponownie.

- Przepraszam chłopcze – powiedziało drzewo – ale nie pozostało mi nic, co mógłbym ci dać. Moje jabłka zostały zerwane.

- Moje zęby są za słabe aby jeść jabłka – odpowiedział chłopiec.

- Moje gałęzie zostały ścięte. Nie możesz się na nich huśtać –

- Jestem za stary aby huśtać sie na gałęziach – odpowiedział chłopiec.

- Mój pień został ścięty – powiedziało drzewo – nie możesz się wspinać po nim.

- Jestem zbyt zmęczony aby się wspinać – odpowiedział chłopiec.

- Przepraszam – jęknęło drzewo – chciałbym móc podarować ci coś, ale nic mi nie pozostało, jestem tylko starym pniem, przepraszam....

- Nie potrzebuję zbyt wiele – odpowiedzial chłopiec – jedynie ciche miejsce, na którym mogę posiedzieć i odpocząć. Jestem bardzo zmęczony.

- No cóż – powiedziało drzewo prostując sie jak mogło najlepiej – no cóż, stary pień jest doskonały aby siąść i odpocząć. Chodź chłopcze, siądź i odpocznij.

I chłopiec siadł

I drzewo było szczęśliwe



Agape


skomentuj (2)
2006-01-20 20:58:55
Wierzę - ks. Jan Twardowski
Wierzę w Boga
z miłości do 15 milionów trędowatych
do silnych jak koń dźwigających paki od rana do nocy
do 30 milionów obłąkanych
do ciotek którym włosy wybielały od długiej dobroci
do wpatrujących się tak zawzięcie w krzywdę żeby nie widzieć sensu
do przemilczanych – śpiących z trąbą archanioła pod poduszką
do dziewczynki bez piątej klepki
do wymyślających krople na serce
do pomordowanych przez białego chrześcijanina
do wyczekującego spowiednika z uszami na obie strony
do oczu schizofrenika
do radujących się z tego powodu że stale otrzymują i stale muszą oddawać
bo gdybym nie wierzył
osunęliby się w nicość


Agape
skomentuj (0)
2006-01-19 15:41:49
To, co... - Bruno Ferrero
Oto, co do nas najczęściej mówiono, gdy byliśmy dziećmi:

Stój prosto, ruszaj się, bądź cicho, pospiesz się, nie dotykaj, uważaj, zjedz wszystko, umyj zęby, nie pobrudź się, pobrudziłeś się, nie mów tyle; powtórz, co ci powiedziałem; powiedz: przepraszam, przywitaj się, chodź tutaj, nie chodź za mną bez przerwy, idź się pobawić, nie przeszkadzaj, nie biegaj, nie spoć się; uważaj, bo upadniesz; mówiłem ci, że upadniesz; to twoja wina, nigdy nie uważasz, nie potrafisz, jesteś za mały, sam to zrobię, teraz jesteś duży, połóż się spać, wstań, zrobisz to później, mam dużo roboty, pobaw się sam, okryj się, nie wychodź na słońce, wyjdź na słońce, nie mówi się z pełnymi ustami.

A oto, co chcielibyśmy, by do nas mówiono, gdy byliśmy dziećmi:

Kocham cię, jesteś piękny, jesteśmy szczęśliwi, że cię mamy, porozmawiajmy trochę o tobie, znajdziemy trochę czasu tylko dla nas; jak się czujesz?; jesteś smutny, boisz się?; dlaczego nie chcesz?, jesteś wspaniały, jesteś delikatny i mięciutki, jesteś wrażliwy; opowiedz mi, co czułeś; jesteś szczęśliwy; lubię, gdy się śmiejesz; możesz popłakać jeśli chcesz; jesteś niezadowolony, co cię martwi?; co cię zdenerwowało?; możesz powiedzieć wszystko, co chcesz; ufam ci, lubię cię, ty mnie lubisz; kiedy mnie nie lubisz?; słucham cię, jesteś zakochany; co o tym sądzisz?; lubię być z tobą, mam ochotę z tobą porozmawiać; chcę cię wysłuchać, kiedy jesteś nieszczęśliwy; podobasz mi się taki, jaki jesteś; jak pięknie być razem; powiesz mi, jeśli nie mam racji.

Jest wokół ciebie wielu dorosłych, którzy nadal czekają na słowa, jakie chcieli usłyszeć, gdy byli dziećmi.
Szarpiąc nerwowo pasek torebki, pewna kobieta powiedziała: „Wiem, że mój mąż potrafi być czuły i wyrozumiały. Zawsze jest taki dla naszego psa”.


Agape
skomentuj (0)
2006-01-19 15:34:22
Konstanty Ildefons Gałczyński - Prośba o Wyspy Szczęśliwe
A ty mnie na wyspy szczęśliwe zawieź,
wiatrem łagodnym włosy jak kwiaty rozwiej, zacałuj,
ty mnie ukołysz i uśpij, snem muzykalnym zasyp, otumań,
we śnie na wyspach szczęśliwych nie przebudź ze snu.

Pokaż mi wody ogromne i wody ciche,
rozmowy gwiazd na gałęziach pozwól mi słyszeć zielonych,
dużo motyli mi pokaż, serca motyli przybliż i przytul,
myśli spokojne ponad wodami pochyl miłością.

Agape
skomentuj (0)
2005-12-15 17:55:42
3
Życie jest szansą, schwyć ją.

Życie jest pięknem, podziwiaj je.

Życie jest radością, próbuj ją.

Życie jest snem, uczyń je prawdą.

Życie jest wyzwaniem, zmierz się z nim.

Życie jest obowiązkiem, wypełnij go.

Życie jest grą, zagraj w nią.

Życie jest cenne, doceń je.

Życie jest bogactwem, strzeż go.

Życie jest miłością, ciesz się nią.

Życie jest tajemnicą, odryj ją.

Życie jest obietnicą, spełnij ją.

Życie jest smutkiem, pokonaj go.

Życie jest hymnem, wyśpiewaj go.

Życie jest walką, podejmij ją.

Życie jest tragedią, pojmij ją.

Życie jest przygodą, rzuć się w nią.

Życie jest szczęściem, zasłuż na nie.

Życie jest życiem, obroń je.

/Matka Teresa z Kalkuty/



Agape
skomentuj (0)
2005-12-15 17:54:08
2
Ludzie są często głupi, nielogiczni i dbają tylko o własny interes;
Przebaczaj im, mimo wszystko.

Jeśli jesteś życzliwy, ludzie oskarżą cię o egoizm i niskie pobudki;
Pozostań życzliwy, mimo wszystko.

Jeśli osiągniesz w życiu sukces, znajdziesz wielu fałszywych przyjaciół i wielu prawdziwych wrogów;
Staraj się osiągnąć sukces, mimo wszystko.

Jeśli jesteś szczery i otwarty, ludzie mogą to wykorzystać;
Bądź szczery i otwarty, mimo wszystko.

W jedną noc ktoś może zniszczyć to, co budowałeś przez lata;
Buduj, mimo wszystko.

Jeśli odnajdziesz pokój i szczęście, wielu będzie ci zazdrościć;
Bądź szczęśliwy, mimo wszystko.

O dobru, które czynisz dzisiaj, ludzie zapomną pewnie już jutro;
Czyń dobro, mimo wszystko.

Dawając światu najlepsze co posiadasz, możesz dostać cios w plecy.
Dawaj Światu mimo wszystko.

Dawaj z siebie ile możesz, a często powiedzą ci, że to za mało;
Mimo to dawaj z siebie wszystko.

Widzisz, w ostatecznym rachunku, liczy się tylko to, co działo się między tobą a Bogiem.
Między tobą a 'nimi', i tak nic nigdy nie było.

/Matka Teresa z Kalkuty/



Agape
skomentuj (0)
2005-12-13 19:50:48
List Pana Boga do Ciebie
Kochana!


Chcę Ci powiedzieć tylko, jak Cię kocham i jak mi jesteś droga.

Wczoraj widziałem, jak szłaś z przyjaciółmi i śmiałaś się. Miałem nadzieję, że wkrótce też będziesz chciała, żebym i Ja szedł z Tobą. Więc na zakończenie dnia namalowałem Ci zachód słońca i szepnąłem wietrzykowi, żeby Cię orzeźwił. Czekałem, ale nie zawołałaś – Ja dalej Cię kocham.

Gdy zeszłej nocy widziałem, jak zasypiałaś, tak bardzo chciałem Cię dotknąć. Rozlałem poświatę księżyca na Twoją twarz i spływała Ci, tak jak nieraz łza. Nawet nie pomyślałaś o mnie. Tak bardzo chciałem Cię przytulić. Rano wystrzeliłem dla Ciebie złocisty wschód słońca w cudowny poranek, ale obudziłaś się za późno i popędziłaś do swoich spraw. Moje niebo zaszło chmurami i płakałem deszczem.

Kocham Cię – uwierz mi. Naprawdę Cię kocham. Staram się to powiedzieć w ciszy zielonej łąki i w błękicie nieba. Wiatr szepce mą miłość w wierzchołkach drzew i rozlewa ją w tęczowe kolory wszystkich kwiatów. Wykrzykuję o mej miłości w grzmotach wodospadów i komponuję pieśni miłosne, które śpiewają dla Ciebie ptaki. Ogrzewam Cię przykryciem słońca i nasycam powietrze słodkim zapachem przyrody. Moja miłość do Ciebie jest głębsza niż ocean i większa niż jakakolwiek potrzeba Twojego serca. Gdybyś tylko w to uwierzyła...

Odpisz na mój list swoim życiem.


Twój Ojciec z Nieba.

P.S. Czekam na odpowiedź.




Agape
skomentuj (0)
2005-12-13 19:47:05
1
Dobry nasz Panie, Jezu Chryste,
bardzo gorąco proszę Ciebie:
nie chcę żyć dłużej na tym świecie .
Zabierz mnie prędko stąd do siebie!

Tatuś pijany wrócił do domu,
rozbitą flaszkę trzymał w dłoni.
Mój Anioł Stróż gdzieś sobie poszedł,
bo mnie przed biciem nie obronił.

Mamy od wczoraj nie ma w domu,
nic nie mieliśmy na śniadanie;
więc zabierz nas do nieba, Jezu,
mnie i siostrzyczkę moją Hanię.

Tam się spotkamy z babcią Rózią,
co zawsze piekła nam kołacze,
i była dobra, lecz umarła.
Hania do dzisiaj za nią płacze.

Będziemy grzeczni i posłuszni .
Wystarczy trochę mleka, chleba,
kredki dla Hani, jeśli będą,
a dla mnie ... dla mnie nic nie trzeba.

Ja sam potrafię wszystko robić:
garnuszki umyć, chleb pokroić,
niech tylko zawsze będzie jasno,
bo się po ciemku Hania boi.

Tatuś dziś rozbił dwie żarówki
i świece się skończyły właśnie.
Więc zapaliłem gaz w kuchence,
żeby nam było trochę jaśniej.

Lecz tatuś zgasił płomyk - łokciem.
Tak się zatoczył, trzasnął drzwiami
i poszedł sobie. A tu ciemno
i my w kąciku, całkiem sami.

Wiem, że zakręcić kurek można.
Zaraz to zrobię- chwilka mała...
Niech tylko Hania mocniej zaśnie,
tyle się dzisiaj nacierpiała.

Tu nam wygodnie na podłodze,
za taboretem i ławeczką.
Nawet poduszkę Hani dałem,
lecz trudno uśpić głodne dziecko.

O, jeszcze wzdycha. Ciszej, ciszej ...
A mnie tak słabo. Matko Święta!
Wszystko się wokół mnie kołysze ...
Coś miałem zrobić?! Nie pamiętam.

Gdzie jestem? Jak mi w uszach szumi.
Noc za oknami jest ciemna, głucha ...
Jezu, modliłem się do ciebie.
Wierzę, że wkrótce mnie wysłuchasz ...

Chwila milczenia...

Jezus usłyszał prośby twoje
zaraz wam wyjdzie na spotkanie.
weźmie do siebie was oboje -
ciebie i twą siostrzyczkę Hanię.




Agape
skomentuj (3)

Book:
View || Add
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Past:
2006
maj
kwiecień
marzec
styczeń
2005
grudzień

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Links:
odwiedzam
TU ES PETRUS
Polskie Stowarzyszenie Obrońców Życia Człowieka
rasizm STOP!!!
Silent Scream
Aborcji NIE!!!

czytam
Zakochana w księdzu
Kochająca Boga
brat Franciszek
Adalbertus
blog ks. Andrzeja
blog ks. Wojtka
x. Franciszek
Z pamiętnika pewnego księdza
blog ks. Jakuba
Moja Droga Serca polecam
Kapelan68
blog ks. Maćka
blog ks. Marka
blog ks. Thomasza
Ksiądz zakochany...
Pleban
blog ks. Łukasza
Aneta
blog Ks. Tomasza
diora25

znajomi
Ania :) Strach przed miłością
Karolcia :)

należę :P
Viva!

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

O MNIE
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Imię: Marta

Xywa: Agape

Zainteresowania: Muzyka, Religia, Książki, Poezja, Teatr

Wiek: 15 lat

Miasto: Gdańsk

e-mail: jessalyn@wp.pl

gg: 7774052
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
by: Mia
for: lay4u
powered: blog.pl
foto: Gilad